Miliardowe koszty, biurokratyczny chaos i widmo paraliżu europejskiego przemysłu drzewnego
18 września 2025Unijne rozporządzenie EUDR ma chronić lasy przed wylesianiem, ale w praktyce może okazać się potężnym ciosem dla europejskich firm drzewnych. Szacunki z Niemiec i Finlandii pokazują, że wdrożenie nowych przepisów pochłonie miliardy euro. W Polsce koszty mogą sięgnąć setek milionów, a kraj wciąż nie ma ani ustawy, ani formalnej instytucji, która miałaby czuwać nad wprowadzeniem regulacji. Czas ucieka, a przedsiębiorcy pozostają w niepewności.
Lasy są jednym z najważniejszych zasobów naturalnych. Wszyscy zgadzają się, że trzeba je chronić. Jednak sposób, w jaki Unia Europejska chce to zrobić poprzez nowe rozporządzenie EUDR, budzi ogromne kontrowersje. Bo o ile cel jest szczytny, o tyle narzędzia i tryb wprowadzenia przyniesie więcej szkód niż pożytku.
Według badań Niemieckiego Związku Przemysłu Drzewnego, jednorazowe koszty dostosowania firm w Niemczech do wymogów EUDR wyniosą aż 1,8 miliarda euro. To jednak dopiero początek. Co roku przedsiębiorstwa będą musiały wydawać kolejne 1,2 miliarda euro na utrzymanie systemów zgodności, zatrudnianie dodatkowych pracowników i zakup specjalistycznego oprogramowania. Podobnie dramatyczne wnioski płyną z Finlandii, gdzie szacuje się, że początkowe koszty wyniosą 140 milionów euro, a bieżące – prawie 50 milionów euro rocznie. Sama Komisja Europejska przyznała, że wdrożenie EUDR w całej Unii pochłonie nawet 2,6 miliarda euro rocznie.
Na tej podstawie można przewidywać, że w Polsce, gdzie przemysł drzewny jest jedną z ważniejszych gałęzi gospodarki, koszty także będą liczone w setkach milionów euro. Jednorazowe wydatki na dostosowanie mogą sięgnąć od 200 do nawet 500 milionów euro, a roczne obciążenia sięgnąć kolejnych kilkudziesięciu lub ponad stu milionów. Dla wielu przedsiębiorstw, szczególnie małych i średnich – które dominują w naszym kraju, może to być bariera nie do pokonania. Co gorsza, firmy nie mają świadomości całego procesu wdrażania EUDR.
I tu rodzi się pytanie: co właściwie da EUDR polskiej firmie, która pracuje wyłącznie na drewnie z Lasów Państwowych? Polska gospodarka leśna od lat jest racjonalna i zrównoważona, a powierzchnia lasów w naszym kraju systematycznie rośnie. Zakłady przetwarzające drewno korzystają z certyfikowanego surowca, który już dziś spełnia rygorystyczne normy. A jednak te same firmy będą musiały inwestować ogromne środki w dokumentację i nowe procedury, które niczego nie zmienią, poza powiększeniem unijnej biurokracji i kosztów.
To właśnie biurokracja jest tu największym zagrożeniem. Zamiast wzmacniać istniejące mechanizmy kontroli jak krajowe służby celne, inspekcje, systemy certyfikacji, Unia tworzy kolejne obowiązki wobec firm, która generuje koszty, ale nie gwarantuje realnych efektów. W efekcie firmy uczciwie działające na rynku mają zostać obciążone, podczas gdy problem nielegalnego handlu drewnem wcale nie zostanie skuteczniej rozwiązany.
Sytuację pogarsza fakt, że Polska wciąż nie ma przygotowanej ustawy wdrażającej EUDR. Nie wyznaczono formalnie także instytucji, która miałaby odpowiadać za administrację tego procesu. Przedsiębiorcy nie wiedzą więc, do kogo się zwrócić z zapytaniem, jakie dokumenty będą obowiązkowe i jak przygotować się na wejście w życie regulacji. Termin 30 grudnia 2025 roku zbliża się nieubłaganie, a chaos narasta.
Nie jest przypadkiem, że coraz więcej organizacji branżowych w Europie wyraża swój sprzeciw wobec EUDR, m.in. sygnatariusze Deklaracji Praskiej. Wskazujemy, że rozporządzenie w obecnym kształcie doprowadzi do paraliżu łańcuchów dostaw, osłabienia konkurencyjności i wzrostu kosztów, które w żadnej mierze nie przyczynią się do lepszej ochrony lasów.
Cel EUDR jest słuszny. Ale czy warto wprowadzać przepisy, które dla polskich firm drzewnych staną się jedynie kolejnym biurokratycznym ciężarem? Czy nie lepiej byłoby wykorzystać już istniejące mechanizmy i wzmocnić działania instytucji, które od lat czuwają nad legalnością i zrównoważonym wykorzystaniem surowca? To pytania, na które rządzący muszą szybko znaleźć odpowiedź. Bo jeśli nie – polskie firmy zostaną postawione pod ścianą, a koszty EUDR odczujemy wszyscy: w cenach, w konkurencyjności gospodarki i w stabilności całej branży.
red. Piotr Garstka