„Nie da się budować gospodarki opartej na drewnie, ograniczając dostęp do drewna”

W Europie głośno popiera się budownictwo drewniane, jednocześnie wzywając do pozyskiwania mniejszej ilości drewna. Rozmowa z Sampsą Auvinenem, przewodniczącym zarządu Europejskiej Konfederacji Przemysłu Drzewnego

 

Zemeunvalsts.lv | 03.06.2026

 

Ponieważ rozmowa odbywała się w czasie, gdy jeden z rozmówców znajdował się w Jełgawie, a drugi w Dubaju, pierwsze pytanie dotyczyło wydarzeń na Bliskim Wschodzie.

Życie w Dubaju toczy się dość normalnie, jedynie zniknęli turyści. Ostatnie 2–3 tygodnie były raczej spokojne. Hotele i restauracje bardzo tęsknią za zwykłymi gośćmi, ale trzeba pamiętać, że Dubaj jest miastem liczącym cztery miliony mieszkańców i życie toczy się dalej. Oczywiście pobliska wojna wprowadziła swoje korekty, choć nie wpływają one zasadniczo na rytm życia.

 

Także media opisują sytuację ostatnich tygodni jako dość spokojną…

 

Tak właśnie jest! Oczekuje się porozumienia lub umowy między USA a Iranem, a potem trzeba będzie zobaczyć, co wydarzy się dalej. Dodam, że systemy obrony powietrznej państwa bardzo skutecznie radzą sobie z dronami i rakietami. Moim zdaniem w Europie, zwłaszcza w krajach bałtyckich, należałoby poważnie zainteresować się tym, jak osiągnięto taki poziom ochrony i co można byłoby zrobić, jakie doświadczenia przejąć. Trzeba podkreślić, że nad stabilnością obrony powietrznej w Dubaju pracowano poważnie i starannie, inwestując wiele pracy, pieniędzy i czasu.

 

Wracając do aktualnych spraw sektora leśnego i przemysłu drzewnego: czy jest jakieś słowo, którym można opisać obecną sytuację tych branż w Europie?

 

Wyzwanie. Sektory budowlany i leśny mierzą się obecnie ze znacznie poważniejszym kryzysem niż ten, który pamiętamy z lat 2007–2008. Dziś sytuacja jest dużo gorsza niż wtedy.

 

Czy jest jeszcze gorsza niż wiosną 2022 roku, gdy rozpoczęła się pełnoskalowa inwazja Rosji na Ukrainę?

 

Dokładnie tak, obecnie jest gorzej! Dodam, że ciężar tej sytuacji nie pojawił się w krótkim czasie, lecz dosłownie „gromadził się” przez pewien okres. Na branżę wpływa i przeszkadza jej wiele różnych sytuacji i procesów, na przykład spadek aktywności budowlanej, na który z kolei wpłynęły inflacja, niejasność sytuacji i poczucie braku bezpieczeństwa. Ludzie mają pieniądze, ale je oszczędzają, nie wydając ich. Niska aktywność budowlana utrzymuje się już dość długo, co odpowiednio bardzo mocno uderza w sektor produkcji tarcicy. Zaostrzenie sytuacji wokół Iranu tylko zwiększyło problemy: gwałtownie wzrosły koszty logistyki, a w konsekwencji zamawiający nie akceptują cen, których oczekuje branża, choć właśnie te ceny pozwalałyby przedsiębiorcom pracować. Przemysł drzewny obecnie traci pieniądze, oczywiście z pewnymi wyjątkami. Sytuację cenową możemy opisać bardzo prosto: jest cena sprzedaży i jest cena zakupu. Jeśli różnica jest dodatnia, przedsiębiorstwo działa skutecznie i zarabia. Obecnie tak nie jest, a relacja między ceną sprzedaży i ceną zakupu nie jest zdrowa dla normalnego prowadzenia biznesu.

 

Czy Unia Europejska i Komisja Europejska, którym bez wątpienia zależy na sytuacji na rynku UE, próbują jakoś rozwiązać tę sytuację, czy też rozwiązanie pozostawiono samej branży?

 

UE chce na różne sposoby popularyzować i wspierać zrównoważone budynki, w których budowie wykorzystywano by zrównoważone materiały budowlane. To wsparcie wyrażane jest w wielu różnych przemówieniach o charakterze politycznym, w których wyjaśnia się, co należałoby zrobić, ale… wszystko to pozostaje na poziomie politycznych przemówień. Jednocześnie UE rozważa, że większe obszary leśne powinny być chronione, a w związku z tym należałoby ograniczyć pozyskanie drewna, co stoi w istotnej sprzeczności z chęcią tworzenia zrównoważonych budynków.

Krótko mówiąc: wyraża się wobec nas głośne poparcie dla budynków drewnianych lub wykorzystywania drewna w budownictwie, jednocześnie dodając, że trzeba pozyskiwać mniej drewna, czyli ścinać mniej drzew. Przepraszam, ale to prosta matematyka: jeśli będzie mniej drewna, będziemy też mniej budować! Czy zamiast tego będziemy budować z betonu i będzie to lepsze?

Sytuacja nie jest prosta, ale… bez większego namysłu przyjmujemy piękne polityczne przemówienia o bardziej zielonym i bardziej zrównoważonym stylu życia, który — o czym się zapomina — wymaga określonej ilości surowców, w tym przypadku drewna.

 

Sektor leśny w Europie od wielu lat skutecznie działa w zakresie gospodarki leśnej. Mamy znacznie więcej lasów niż 10, 20, 30 czy 40 lat temu. Jakie jest jasne uzasadnienie wezwania do rozpoczęcia ochrony lasów?

 

Moim zdaniem w tej kwestii brakuje krótkiego i jasnego komunikatu z Brukseli, mianowicie: sektor leśny działał skutecznie, dziś mamy więcej lasów itd. Takiego komunikatu nie słyszeliśmy, nikt nie podziękował za dobrą pracę, za to zamiast podziękowań słyszymy polityczne rozważania o ochronie lasów i ograniczaniu pozyskania drewna. No dobrze, jeśli wy, politycy, chcecie postępować w ten sposób, proszę bardzo — zapomnijcie o drewnianych budynkach, papierze toaletowym itd. Zapomnijcie! Tylko co postawicie w zamian i jakie są wasze propozycje? Beton, stal? Jeśli tak, niech ktoś przyjdzie i wyjaśni nam, dlaczego te materiały budowlane są lepsze od materiałów pozyskiwanych z lasów zarządzanych w sposób zrównoważony.

 

Pana doświadczenie życiowe związane jest wyłącznie z niepodległym państwem. Łotwa ma doświadczenie 50 lat okupacji, które u dużej części społeczeństwa wytworzyło niechęć — przekazywaną także kolejnym pokoleniom — do pięknych, pustych politycznych przemówień, na których opierał się ówczesny reżim. Czy istnieje wyjaśnienie, dlaczego problem pustych politycznych przemówień rozprzestrzenił się dziś w całej UE? Piękne przemówienia bez żadnej podstawy. Ludzie słuchają.

 

Oczywiście, ludzie słuchają, bo nie ma alternatywy.

 

Przemówień można słuchać, ale niekoniecznie się w nie wsłuchiwać czy brać je pod uwagę. Jeśli człowiek jest kompetentny w danej dziedzinie, przemówienia mogą płynąć, ale prawdziwa praca i wiedza pozostaną.

 

Tak jest! Zawsze interesuje mnie słuchanie dobrych słów o naszej branży, także sugestii, co dobrego moglibyśmy zrobić, ale… oczywiście chcemy i możemy robić wiele dobrych rzeczy, jednak potrzebujemy do tego możliwości: ustaw, przepisów, zezwoleń. Możemy słowami malować piękne obrazy przyszłości, ale potrzebujemy dróg, które pozwolą do nich dojść.

W Europie jest więcej lasów niż 30–40 lat temu i jest to niezaprzeczalny fakt. Jednocześnie trzeba pamiętać, że Unia Europejska w momencie jej powstawania i obecnie to dwie różne rzeczy. Dziś mówimy o machinie przesiąkniętej biurokratyzmem, która tworzy coraz więcej przepisów, wymogów i regulacji, bardzo kosztownych dla państw członkowskich UE. Nieefektywność powodowana przez wymagania biurokratyczne, na które wydaje się ogromne pieniądze, jest po prostu kolosalna. Na przykład rozporządzenie w sprawie wylesiania, EUDR, i jego fiasko są jaskrawym przykładem tego, jak w Brukseli pracuje się nad wymyślonym planem, nie rozumiejąc ani trochę, co się robi, bez rozsądnych rozmów z przedstawicielami branży. Prace nad tym rozporządzeniem nadal trwają, od prawie dwóch lat jest ono odkładane, a my wciąż nie znamy ani rezultatu, ani tego, jak dokładnie będzie działać. Przedsiębiorcy poświęcają czas i wysiłek, próbując śledzić zachodzące zmiany, zrozumieć je i, tam gdzie to konieczne, wpływać na nie. Jednocześnie, jak wspomniałem wcześniej, sektor leśny mierzy się z najcięższym kryzysem ostatnich dekad. Trzeba zapytać: czy ludzie pracujący w Brukseli wiedzą o tym i choć trochę rozumieją, co naprawdę się dzieje? Firmy tracą pieniądze, przedsiębiorstwa są zamykane, zakłady produkcyjne są zamykane, pieniądze nie są inwestowane w rozwój, a… w tym naprawdę trudnym czasie dla przedsiębiorców urzędnicy przygotowują nowe przepisy, wzmacniając biurokratyzm.

Moim zdaniem mieszkają w wieży z kości słoniowej i od dłuższego czasu są oderwani od codziennego życia i realnego świata.

 

Kiedy na Łotwie rozmawia się o sprawach sektora leśnego, często chwali się naszych niedalekich zamorskich sąsiadów — Finów i Szwedów. Jak kwestie biurokratyzmu rozwiązywane są w Finlandii? Na Łotwie często zdarza się, że jeśli w Brukseli coś się postanawia, łotewscy przedstawiciele nierzadko przypominają żołnierzy stojących przed surowym generałem: „Tak jest, panie, tak właśnie zrobimy!”.

 

Niestety moja odpowiedź będzie rozczarowująca, ponieważ w Finlandii występuje dokładnie ten sam problem.

 

A zatem tylko chcielibyśmy mieć nadzieję, że w Finlandii wszystko jest lepsze i jaśniejsze, choć wcale tak nie jest…

 

Biurokratyzm w Finlandii jest ogromnym problemem. Jeśli spojrzymy na liczbę mieszkańców kraju, mamy bardzo, bardzo rozbudowany aparat administracyjny. Obecnie w Finlandii jest najwyższe bezrobocie w Europie, nawet wyższe niż w Hiszpanii. Stan fińskiej gospodarki nie cieszy już od co najmniej 20 lat. Moim zdaniem Finlandia, jeśli oceniać ją z ekonomicznego punktu widzenia, nie jest najlepszym przykładem kraju, w którym sprawy zmierzają we właściwym kierunku.

Przypuszczam, że słyszeliście: niektóre obliczenia wskazują, że w Finlandii mieszkają najszczęśliwsi ludzie na świecie. Często o tym myślałem i naprawdę interesuje mnie, jak to obliczono lub stwierdzono. Jeśli mamy najwyższe bezrobocie w Europie, jeśli gospodarka kraju nie radzi sobie dobrze, to jak możemy być najszczęśliwsi? Mam tylko jedno wyjaśnienie: poprzeczka szczęścia ustawiona jest zbyt nisko i jeśli niewiele potrzebujesz, jeśli niewiele chcesz, możesz być szczęśliwy.

 

Nieoczekiwana odpowiedź… Zaskoczył nas Pan! Wracając do kwestii, z powodu której się skontaktowaliśmy — do wydarzeń na Łotwie sprzed trzech lat i wsparcia rządu dla przemysłu drzewnego. Kilka lat temu, w 2023 roku, komentował Pan sytuację dla kolegów z „Dienas Bizness”, podkreślając słuszność działań łotewskiego rządu. Czy zmienił Pan zdanie?

 

Korzeń problemu tkwi w stałych cenach sprzedaży. 70% kosztów tartaków stanowią ceny surowca i jeśli nie są one na odpowiednim poziomie, macie problem. Możecie być właścicielami najlepszego tartaku na świecie, korzystać z najnowocześniejszych technologii, ale jeśli cena surowca nie jest adekwatna, będziecie tracić pieniądze. Taka sytuacja miała miejsce na Łotwie trzy lata temu, mianowicie ceny drewna ustalone przez Latvijas valsts meži, czyli LVM, były oderwane od ówczesnej rzeczywistości.

Gdyby sytuacji w 2023 roku nie zmieniono lub nie wpłynięto na nią, branża zetknęłaby się z ogromnymi problemami, na przykład bankructwami przedsiębiorstw, co, rzecz jasna, zaszkodziłoby także gospodarce państwa. Jeśli dziś spojrzymy na ceny surowca w umowach LVM, nie były one adekwatne i nie były realne, choćby w porównaniu z odpowiednimi cenami w Szwecji i Finlandii. W tej sytuacji konieczna była interwencja, aby nie doszło do poważnych problemów. Nie będę komentował tego, jak ta interwencja lub próby regulowania sytuacji przebiegały, ponieważ nie znam szczegółów. Sytuacja na Łotwie jest mi znana, uważnie śledziłem wydarzenia i wiem, że kwestia ta nabrała obecnie charakteru śledczego, ale podkreślę jeszcze raz: interwencja w tej sytuacji była konieczna!

 

Pytanie o inny, wciąż nierozwiązany na Łotwie, choć aktualny temat. Kilka lat temu podczas konferencji branżowej w Technikum w Ogre przedstawicielka z Finlandii mówiła o współpracy w ochronie przyrody. Zapytano ją, czy w Finlandii możliwa jest sytuacja, w której ktoś przychodzi na twoją własność, znajduje tam coś podlegającego ochronie, a właściciel lasu dowiaduje się o konsekwencjach tego znaleziska znacznie później. Pytanie trzeba było powtórzyć, ponieważ fińska koleżanka go nie zrozumiała — dokładniej, nie rozumiała, jak taka sytuacja jest możliwa. Masz las, jakiś ekspert środowiskowy, z twoją wiedzą lub bez niej, był na twojej własności, znalazł coś chronionego, a ty dowiadujesz się o tym dopiero później, mierząc się z ograniczeniami działalności gospodarczej. O Finlandii mówi się, że ochrona przyrody opiera się tam wyłącznie na współpracy.

 

To prawda! Nie jestem ekspertem od ochrony przyrody, ale w Finlandii nie jest możliwa sytuacja, w której właścicielowi lasu zakazuje się prowadzenia wyrębu lub innych prac w należącym do niego lesie. Jeśli robicie wszystko prawidłowo, na swojej własności macie prawo działać tak, jak chcecie i kiedy chcecie. Moim zdaniem w dyskusjach o ochronie środowiska ważne jest zrozumienie jednej rzeczy: wiele organizacji ekologicznych, zarówno w Finlandii, jak i na Łotwie, mówi o lasach Finlandii czy Łotwy, ale… państwo łotewskie jest właścicielem tych lasów, którymi zarządza LVM, natomiast duża część pozostałych lasów stanowi własność prywatną, a własność prywatna jest podstawą kapitalizmu. Prywatny właściciel może dysponować swoją własnością, swoim lasem, tak jak uzna za potrzebne. Ani organizacje ekologiczne, ani instytucje państwowe nie mają nic do tego, jak zdecydowałeś się postępować na swojej własności. Powtórzę: to jedna z kwestii, o których część uczestników dyskusji przypadkowo zapomina lub które ignoruje, gdy mówi się o ochronie przyrody lub lasów. „Musimy chronić łotewskie lasy” — chwila, te lasy do kogoś należą, są czyjąś własnością!

 

Dziękuję, świetna odpowiedź! Jak Pan sądzi, kiedy sytuacja ekonomiczna w branży może zacząć się stabilizować?

 

Zażartuję: moja kryształowa kula już nie działa. Jesteśmy w sytuacji, w której to, co postanowiono wczoraj, dziś nie jest już aktualne. Próbuję się do tego dostosować. Miałem nadzieję, że pod koniec tego roku sytuacja mogłaby zacząć się normalizować i… rozpoczął się konflikt USA z Iranem oraz kryzys w cieśninie Ormuz, co wpłynęło właściwie na wszystko: ceny paliw podskoczyły, koszty transportu również, co tylko pogłębiło niepewność sytuacji. Jest jedna rzecz, której, jak przypuszczam, wielu pragnie: jasność, wiara w przyszłość, stabilna praca, stabilna pensja, które tworzą poczucie bezpieczeństwa, dzięki czemu ludzie zaczynają wydawać pieniądze, a nie odkładać je na czarną godzinę. Statystyki pokazują, że wiele rachunków bankowych jest dość pełnych. Ludzie mają wystarczająco dużo pieniędzy, których nie wydają, a to stwarza obecnie poważne problemy dla Europy. Potrzebujemy stabilności i przewidywalności, które wprawiłyby w ruch koło gospodarki, aby życie wróciło na normalne tory. Dość już ciągłego mierzenia się z kolejnymi kryzysami.

 

Jak na sytuację w branży wpływają zmieniające się amerykańskie cła?

 

Zmieniają się i są istotną częścią „nowej niepewności”. Na przykład dla Kanadyjczyków te cła tworzą ogromne problemy, ponieważ kanadyjscy producenci tarcicy bardzo polegają na rynku USA. USA wprowadziły cła z nadzieją, że uczynią amerykański przemysł drzewny bardziej zrównoważonym, bez importowania tak dużej ilości surowców z zagranicy. To jednak nie działa zbyt dobrze, ponieważ Kanadyjczycy zawsze byli ważną częścią amerykańskiego rynku drewna. W Stanach Zjednoczonych nie ma wystarczającej liczby tartaków, by zaspokoić popyt na rynku wewnętrznym. USA nie mają też odpowiednich mocy w zakresie pozyskania drewna i brakuje im niezbędnej infrastruktury. Prezydent Trump wprowadził cła, ale nie wiemy, co zrobi kolejny prezydent po nim. Niejasna sytuacja i cła faktycznie uniemożliwiają inwestowanie w rozwój tartaków.

 

Kto jest poinformowany, może być chroniony — czy słyszał Pan o możliwych problemach dla branży, które ponownie mogłyby nadejść z Brukseli? Na co trzeba być gotowym?

 

Przede wszystkim trzeba powiedzieć, że z Brukseli niemal każdego dnia przychodzą nowe regulacje i plany. Niedawno stworzony projekt Omnibus, mający ograniczyć biurokratyzm, jest dobry, ale jeśli spojrzymy na inne plany, akty prawne powstają i powstają. Omnibus mógłby zmniejszyć tempo tworzenia regulacji, ale regulacje i tak powstają i będą powstawać. Branża powinna o tym myśleć i zachować ostrożność. Trzeba powiedzieć, że aby uważnie śledzić to, co dzieje się w Brukseli, w stolicy Belgii jest zbyt mało przedstawicieli branży. EUDR jest jaskrawym przykładem tego, jak pozornie dobry pomysł rozwinął się w dosłownie strasznym i niewłaściwym kierunku. Z pewnością wymagałby mniej czasu i wysiłku, gdyby wszystko zostało zaplanowane jasno i zrozumiale.

 

Źródło: www.zemeunvalsts.lv

 

linkedin [#161] Created with Sketch.